Cisza i spokój w Luksemburgu
Małgorzata Drobniak przyjechała do Luksemburga w październiku ubiegłego roku. Jak twierdzi, nie była to łatwa decyzja. Tym bardziej że w Polsce miała dobrze płatną pracę.- Blisko rok przygotowywałam się do wyjazdu, oswajałam z myślą, że będę z dala od rodziny, przyjaciół i moich miejsc. W Luksemburgu mieszka i pracuje mój narzeczony, który był jednym z pierwszych Polaków zatrudnionych w instytucjach europejskich, jeszcze przed naszą akcesją. Nie wyobrażałam sobie życia z nim na odległość. Nie było więc innej rady, jak się przeprowadzić. Okazało się, że mieszkanie za granicą jest ciekawym życiowym doświadczeniem - tłumaczy Gosia.
Po przyjeździe do Luksemburga nie musiała się martwić o mieszkanie i warunki życia. Mimo tak komfortowej sytuacji, nie było jej łatwo się zaaklimatyzować.
- Nie mogłam do końca zaakceptować faktu, że chwilowo nie mam pracy i jestem pośród całkiem obcych mi ludzi. Postanowiłam wykorzystać ten czas na naukę języków, zostałam słuchaczem Centre de Langues, państwowej szkoły językowej, najtańszej, bo dotowanej przez Księstwo - opowiada.
Małgosia od paru miesięcy pracuje jako niezależny korektor. Jej praca polega na sprawdzaniu tekstów tłumaczonych na język polski. Porównuje je z ich francuską wersją, poprawia ewentualne błędy merytoryczne, stylistyczne, gramatyczne i interpunkcyjne oraz przygotowuje materiał do druku.
- Nie myślałam, kupując opasłe słowniki języka polskiego, poprawnej polszczyzny czy wyrazów kłopotliwych, że tak spodoba mi się moja nowa praca. Co więcej, myślałam, że po wyczerpującym dniu, pełnym lektury poważnych tekstów, stracę chęć na czytanie literatury. Nic bardziej mylnego! Zaczęłam czytać jeszcze więcej, zwracając uwagę nie tylko na fabułę, ale także na konstrukcję zdań, stylistykę i interpunkcję - dzieli się swoimi przemyśleniami.
Praca ta ma swoje dobre, ale też i złe strony. Dużym plusem na pewno jest to, że jej czas jest nienormowany.
- Rano mogę chodzić na kursy językowe i spotykać się ze znajomymi, biegać, chodzić na basen, natomiast popołudniami pracuję. To, ile zarobię, zależy od tego, ile będę pracowała i jakie jest akurat zapotrzebowanie na korektę - wyjaśnia Małgosia.
Są też jednak minusy w statusie “wolnego strzelca”. Przede wszystkim trzeba nauczyć się samodyscypliny. Poza tym praca ta nie zapewnia wystarczających dochodów, pozwalających na utrzymanie się w tak drogim mieście, jakim jest Luksemburg.
Gosia na razie nie planuje powrotu do Polski na stałe, jednak jeździ do kraju bardzo często, odwiedza rodzinę i znajomych.
Życie w Luksemburgu ma swoje uroki. - Nie jest to wielkie, tętniące życiem miasto, do jakich byłam przyzwyczajona w Polsce. To raczej spokojne, bezpieczne miejsce, idealne dla kogoś, kto szuka spokoju i ciszy - zauważa Małgosia.